Strona główna
Składki i zamówienie
Budowa w Holandii
Służba II RP
Epizod Talliński
Przejście przez Sund
Służba w Royal Navy
Tajemniczy koniec
Kalendarium
Załoga
Dane techniczne
Galeria
O "Orle"
Nowe "Orły"
Księga gości
Linki
Webmaster: Tomasz Grzanka 2001
|
Po nie zauważonym przejściu "Orła" koło wyspy Naissaar okręt wpłynął na redę Tallina. W pół godziny od zjawienia się "Orła" i nadania przez niego depeszy radiowej z prośbą o wejście do portu, przybył statek pilotowy i zbliżył się na donośność głosu. W rezultacie rozmowy statek estoński odpłynął po dyrektywy, polecając Polakom zaczekać na odpowiedź. "Orzeł" podszedł nieco bliżej portu i o godzinie 1.30 po północy nastąpiło ponowne spotkanie z estońską łodzią, na której przybyli estońscy oficerowie w towarzystwie marynarzy. Zawiadomili oni, że władze zgadzają się na wejście "Orła" do portu. Nie upłynęło wiele czasu, gdy u burty "Orła" pojawiła się inna motorówka wypełniona marynarzami , którzy bez uprzedzenia zaczęli zeskakiwać na zewnętrzne balasty okrętu, aby dostać się na pokład. Komandor Kłoczkowski dał rozkaz cała narzód. Okręt szarpnął i niektórzy nieproszeni goście potoczyli się do wody, inni skakali na powrót do motorówki. Na "Orle" artylerzyści obsadzili działo i skierowali jego lufę w stronę motorówki. Po krótkiej wymianie zdań pozwolono wejść na pokład jedynie oficerowi, gdyż wyraził chęć rozmowy z dowódcą.
Rankiem 15 września komandor Kłoczkowski w towarzystwie podporucznika Mokrskiego udał się na ląd, do dowódcy floty estońskiej, gdzie oczekiwał na niego polski attache wojskowy w Tallinie. Tam Polacy dowiedzieli się, że władze estońskie wyraziły zgodę na zawinięcie "Orła" do Tallina celem naprawy uszkodzeń okrętu i że po dokonaniu naprawy - w przepisowym terminie 24 godzin - "Orzeł" ma prawo opuścić port. Równocześnie jednak dowódca floty estońskiej oświadczył, że obecnie w porcie przebywa również statek niemiecki, który jako pierwszy będzie wychodził z portu i dlatego, zgodnie z przepisami prawa międzynarodowego, "Orzeł" nie będzie mógł opuścić Tallina prędzej , niż po upływie 24 godzin od chwili wyjścia niemieckiego statku. Po tej rozmowie Kłoczkowski i Mokrski udali się do szpitala, gdzie komandor już pozostał. Około południa 15 września na pokład "Orła" przybył polski attache wojskowy oświadczając, że według otrzymanych informacji "Thalatta" ma niebawem opuścić Tallin, i tym samym zezwolenie na pobyt polskiego okrętu w Tallinie ulega przedłużeniu do 48 godzin. Reasumując, "Orzeł" wpłynął 15 września na redę Tallina 14 września o godzinie 21.30 wieczorem, a więc 48 godzinny termin upływał 16 września o godzinie 21.30 wieczorem. Tego dnia, tzn. 15 września, po południu grupa marynarzy otrzymała pozwolenie od kapitana Grudzińskiego udania się na ląd, celem skorzystania z łaźni miejskiej. W tym czasie na pokładzie okrętu zjawił się wyższy oficer marynarki estośkiej w towarzystwie uzbrojonych marynarzy; przywiózł on sprecyzowane na piśmie zawiadomienie o decyzji internowania "Orła". Dla uzasadnienia tej decyzji posłużył przedłużający się pobyt "Orła" w Tallinie. Kapitan Grudzińki natychmiast wyraził protest, podkreślając, że władze estońskie wyraziły uprzednio zgodę na zawinięcie "Orła" do Tallina i że ewentualne przedłużenie się pobytu polskiego okrętu w tym porcie będzie tylko i wyłącznie następstwem zarządzeń władz portowych, przestrzegających postanowień prawa międzynarodowego, w odniesieniu do jednostek drugiego belligerenta, znajdujących się w tym samym neutralnym porcie. Jednak w obliczu skierowanych na "Orła" luf armatnich okrętów estońskich kapitan Grudziński musiał skapitulować. Po tej scenie nastąpiła bolesna dla polskich marynarzy chwila , kiedy estoński oficer przeszedł na rufę i zerwał polską banderę z drzewca. Następną czynnością Estończyków było zabranie dziennika nawigacyjnego i map.
Marynarze przybyli do łaźni, zostali poddani badaniom lekarskim. Obiektem szczególnego zainteresowania ze strony lekarza stał się mat Barwiński, u którego w znacznie większym stopniu niżu jego towarzyszy widoczna była silna wysypka poniżej klatki piersiowej. Lekarz postanowił skierować Barwińskiego do szpitala.
Zaholowany w głąb basenu i przycumowany do mola okręt pozostawiono na noc pod strażą estońską złożoną z trzech ludzi.: podoficera i dwóch starszych marynarzy. Jeden w centrali przy podłączonym do sieci portowej telefonie, drugi przy trapie wejściowym, trzeci na posterunku straży portowej na nabrzeżu.
świtem następnego dnia przybył na okręt przybyła cała ekipa marynarzy estońskich z oficerami. Rozpoczęło się rozbrajanie okrętu.
Poseł polski , do którego pozwolono udać się kapitanowi Grudzińskiemu w towarzystwie estońskiego oficera, polecił zniszczyć wszystkie tajne akta, szyfry, książkę szyfrowanych depesz oraz mapę z naniesionymi polami minowymi.
Estończycy - po skonfiskowaniu znajdującej się na okręcie broni palnej - wynosili pociski artyleryjskie, wyjęli z dział zamki i zabrali się do wyładowywania torped. Ta czynność była skomplikowana i żmudna, toteż musiała potrwać dłuższy czas, dziesięć lub może więcej godzin. W południe została przyniesiona na okręt drukowana odezwa sztabu generalnego estońskich wojsk, w której wzywano oficerów, podoficerów i marynarzy "Orła" do pozostania w Estonii, przy czym zapewniono traktowanie , wyżywienie i żołd takie same, jakie obowiązywały w estońskiej marynarce wojennej. Każdy członek załogi "Orła" otrzymał egzemplarz tej odezwy i miał podpisać deklarację w terminie trzydniowym.
Mimo najlepszych chęci estońskich marynarzy wyładowanie torped nie zostało w tym dniu ukończone. Wyniesiono wprawdzie dwie torpedy z dziobowych aparatów obracalnych, opróżniono cztery stałe aparaty dziobowe, oraz wyjęto spod parkietu pomieszczenia dziobowego cztery torpedy zapasowe. Ale tego dnia to było już wszystko. Zbliżał się wieczór i Polacy oświadczyli, że czas na fajrant, kolację i codzienną zbiórkę załogi. Poza tym nie wyglądało na to, że uda się wyładować torpedy rufowe bez zmiany miejsca postoju okrętu, gdyż jedyny dźwig, przy którym "Orzeł" stał nie dosięgał swym ramieniem do rufy. Pracę więc, przy wyładunku torped na ten dzień zakończono.
Myśl o podjęciu ucieczki zakiełkowała w umysłach członków załogi natychmiast po ogłoszeniu decyzji władz estońskich o internowaniu okrętu. Ale dopiero rozpoczęte w dniu następnym rozbrajanie okrętu w całej pełni unaoczniło Polakom grożące im niebezpieczeństwo pozostanie w Tallinie. Następnego dnia rano - była to niedziela 17 września - w głąb basenu przybył estoński holownik i pomógł w "rozkręceniu" "Orła", który stanął teraz rufą przy dźwigu, a dziobem w kierunku wyjścia z basenu. Estończycy przystąpili do pracy, a polska załoga zaczęła im "ochoczo" pomagać, a właściwie wyręczać w pracy Estończyków. Na rezultaty tej "pomocy" nie trzeba było długo czekać. W umówionej chwili porucznik Piasecki wywołał z przedziału rufowegfo na pokład estońskiego oficera, który asystował przy wyładunku torped. Gdy Estończyk wyszedł, mat Prządak wraz z matem Giełdoniem przecięli stalową linę, przy pomocy której miano wyciągać torpedę do góry. Nastąpiła więc przymusowa przerwa w pracy. Zniszczona lina została usunięta, jednak nowej władze portowe nie były w stanie dostarczyć od razu. Wymiana lub naprawa miała być dokonana w ciągu kilku godzin, co jednak do wieczora nie nastąpiło. Również w innych działach załoga sabotowała prace demontażowe. Szef działu radio, bosman Kotecki, zmuszony rozbierać żyrokompas pod okiem estońskiego radiotelegrafisty, wywołał przy jego biernej "pomocy" spięcie, po czym, gdy speszony Estończyk przestał go pilnować, złożył żyrokompas i uruchomił, aby w chwili ucieczki "bąk" był na chodzie. Także i rozłączenie wałów śrubowych udało się odwlec, gdyż gospodarz działu maszynowego, starszy bosman Fortek, oświadczył Estończykom kategorycznie, iż najpierw wszystko musi być dokładnie wyczyszczone i naoliwione, a potem dopiero można demontować. Estończycy nie nalegali na przyspieszenie robót. Bosman Narkiewicz pływając na bączku po basenie portowym i na trasie wyjścia z portu na redę, udawał, że łowi ryby, a w rzeczywistości dokonywał pomiarów głębokości basenu. Mat Olejnik i mat świebocki, którzy na podstawie przepustek wyszli do portu , przeprowadzili z napotkanymi przygodnie estońskimi marynarzami wywiad na temat obowiązującej tych ostatnich godziny powrotu na okręty, dowiedzieli się również jeszcze o kilku przepisach i zwyczajach miejscowych władz woskowych i portowych. Dwu innych ochotników delikatnie nadpiłowało cumy, łączące okręt z nabrzeżem od strony burty i z estońską kanonierką "Laine" od rufy. Artylerzyści pod wodzą swego szefa, mata Szuberta, przygotowywali pożegnalny "prezent" dla niemieckiego statku, któremu przypisywali nieszczęście, jakie ich spotkało. Związali razem kilka granatów i postanowili "bukiet" ten rzucić na pokład "Thallaty", w momencie gdy "Orzeł" uchodząc z portu będzie mijał ten statek.
W ten sposób wszystkie przygotowania dobiegły końca i na wieczornej odprawie zapadła decyzja ucieczki po północy. Ustalono, że sygnał do unieszkodliwienia estońskich strażników do porucznik Piasecki, który też dokonał wyboru ludzi odpowiednich do przeprowadzenia tego zadania. Zalecił on im kategorycznie, aby obezwładnienie Estończyków nastąpiło w sposób bezkrwawy, możliwe jak najbardziej ludzkiej formie. W centrali wraz z estońskim podoficerem pełnił służbę bosmat Piegza, jedyny, który nie zdał posiadanej broni palnej i mógł podjąć się sterroryzowania w odpowiednim momencie strażnik, siedzącego przy telefonie. Zadanie obezwładnienia drugiego strażnika powierzone zostało Olejnikowi i świebodzickiemu. Całą akcją kierować miał porucznik Piasecki.
Porucznik Piasecki o godzinie 2.00 postanowił zacząć akcję. Na dany przez niego znak świebocki i Olejnik podeszli do stojącego przy trapie na molo strażnika i pod pretekstem pożyczenia zapałek do zapalenia papierosa nawiązali z nim rozmowę. Po chwili wyrazili chęć pokazania mu działa okrętowego, i namówili do wejścia na pokład. Tam, gdy Estończyk zajrzał za obudowę działa, w mgnieniu oka obezwładnili go tak, że nie zdążył nawet wydać głosu, a potem wciągnęli pod pokład. W tym samym czasie bosmat Piegza, na sygnał dany przez porucznika Piaseckiego, sterroryzował pistoletem strażnika siedzącego w centrali. Następnie mat Pokrywka wyniósł ostrożnie telefon na nabrzeże, na rozdzielni bowiem mogliby się zorientować, że coś nie jest w porządku. Starszy marynarz Chojecki wybiegł na molo z siekierą i przeciął kabel elektryczny, zasilający okręt z sieci portowej. Natychmiast wokół zaległy ciemności.
Na okręcie zarządzono alarm. Podoficerowie i marynarze, którzy dotąd udawali pogrążonych we śnie, wyskakiwalki spod koców i biegiem zajmowali swe stanowiska alarmowe. Na pomoście stał kapitan Grudziński. Okręt silnie szarpnął do przodu i w tejże chwili mocno nadpiłowane cumy pękły. "Orzeł" był wolny i szedł ku wolności.
Ale i w porcie zaczął się ruch. Na estońskich okrętach rozbłysły reflektory. Jeden z nich uchwycił odchodzącego od nabrzeża "Orła", w tej samej chwili zaterkotały tu i ówdzie karabiny maszynowe. "Orzeł" tymczasem skręcał na prawo, by obchodząc zaznaczoną wiechami mieliznę dojść do wyjścia z portu. W pewnej chwili wpatrzony w ciemną przestrzeń przed dziobem sygnalista krzyknął: "Falochron na kursie!" , okrętem szarpnął gwałtowny wstrząąs. Jęknął zatoczył się, a jednocześnie dziób wspiął się na jakieś pół metra nad wodę. Uderzywszy dziobem o skałę "Orzeł stanął unieruchomiony u samego wyjścia z portu. Pompy odwadniające huczały teraz od maksymalnych obrotów odciągając tonę za toną z dziobowych zbiorników i odciążajšc w ten sposób dziób. Rufowe balasty zalano a oba motory pracowały całą wstecz, a silne wibracje trzęsły okrętem , aż nity drgały w spojeniach.
W dziobowych przedziałach dał się słyszeć zgrzyt. Piana błyszcząca w świetle smug zaczęła powoli przesuwać się wzdłuż kadłuba. Centymetr po centymetrze, wahając się i utykając z burty na burtę, okręt ześlizgnął się z kamienia. "Orzeł" miał wprawdzie uszkodzony przecinak sieci na dziobie, al. Mógł kontynuować wychodzenie z portu. Sprawdzono szczelność okrętu i nie zauważono przecieków. "Orzeł" cofnął się od falochronu, skręcił w kierunku wyjścia i ruszył naprzód. Gdy okręt zbliżył się do wyspy Naissaar odezwały się basem działa dużego kalibru. Ale głębokość morza wynosiła już około 20 metrów i "Orzeł" zaczął się zanurzać. Wkrótce znikł pod powierzchnią wody, by po przejściu kilku mil położyć się na dnie. Przez cały dzień okręt przeleżał na dnie Zatoki Fińskiej. Kiedy zapadły ciemności, "Orzeł" wynurzył się na powierzchnię i rozpoczął ładowanie akumulatorów. Talliński rozdział dziejów okrętu był zakończony. Rozpoczynał się etap następny.
|