Strona główna
Składki i zamówienie
Budowa w Holandii
Służba II RP
Epizod Talliński
Przejście przez Sund
Służba w Royal Navy
Tajemniczy koniec
Kalendarium
Załoga
Dane techniczne
Galeria
O "Orle"
Nowe "Orły"
Księga gości
Linki
Webmaster: Tomasz Grzanka 2001
|
Kapitan Grudziński powziął dużej wagi decyzję: pozostać na bałtyku i tropić nieprzyjacielskie okręty i statki tak długo, jak na to pozwoli zapas paliwa, prowiantu i słodkiej wody do picia, następnie zaś przedostać się przez cieśniny duńskie i dotrzeć do Anglii. Droga ta w przypadku "Orła" miała się wyrazić cyfrą ponad półtora, a może nawet do dwóch tysięcy mil morskich (około tysiąca dwustu mil dzieli Tallin od Isle of May w Szkocji, gdzie był wyznaczony punkt zborny dla jednostek Polskiej Marynarki Wojennej), jakie okręt miał przebyć ... nie posiadając map.
O godzinie 20 tego dnia, tzn. 18 września, "Orzeł" wychodząc na powierzchnię omal nie natknął się na pilnujące wyjścia z Zatoki Fińskiej dwa lub trzy okręty. "Orzeł" wynurzył się w odległości zaledwie około 300 metrów przed tymi okrętami, ale natychmiast podszedł ponownie pod wodę, niezauważony w panującym mroku przez Finów. Następnie wyminął fińskie okręty, nie chcąc ryzykować spotkania. Po wyminięciu fińskich okrętów poszedł dalej kursem NW. Prowadził on do Wysp Alandzkich. Tam też, na skałach jednej z wysepek - możliwe, że to Uto - zakończył się wypad na skraj północnego Bałtyku (Zatoka Botnicka). Miejsce to zostało nazwane "Kamiennym Kresem Północnych Szlaków" i naniesione na odręcznie narysowanej mapie. "Orzeł" ruszył na południe.
W dniu 19 września telegrafista "Orła" wieczorem odebrał wiadomość nadaną przez serwis BBC o ucieczce "Orła" z Tallina po uprzednim zamordowaniu estońskich strażników. Wreszcie kapitan Grudziński powziął myśl wyokrętowania estońskich strażników u brzegów innego neutralnego państwa. Nocą z 20 na 21 września "Orzeł" wynurzył się u wschodnch wybrzeży Gotlandii i kierując się silnym światłem latarni morskiej Ostergarn, podszedł na kilka mil od brzegu. Tu obaj estońscy marynarze zostali wysadzeni na jedyną łódź okrętową i hojnie wyposażeni w konserwy, suchary i taką ilość spirytusu, że mogliby od niej być pijani przez tydzień. Ponadto kapitan Grudziński dał im z kasy okrętowej po pięćdziesiąt dolarów na koszty powrotnej podróży do Estonii. Poza tym niefortunni strażnicy otrzymali na wszelki wypadek "żelazny list" do estońskiego dowódcy floty napisany po angielsku przez porucznika Piaseckiego. Okręt pozostał na miejscu przez półtorej godziny, aż łódź nie dotarła do celu. A potem "Orzeł" skierował się na południowy zachód.
Kiedy po opuszczeniu Tallina zastanawiano się na okręcie, w jaki sposób prowadzić nawigację nie mając map, oficer nawigacyjny- właśnie porucznik Mokrski - dokonał cennego odkrycia. Oto przeszukując półki centrali , za jedną z szuflad znalazł aktualny niemiecki spis latarń. Na podstawie tego spisu, zawierającego charakterystykę i sektory świecenia każdej latarni i pławy , jak również ich współrzędne geograficzne, postanowił opracować "mapę" Bałtyku. Do sporządzenia tej głównej mapy Bałtyku nazwanej przez niego "Mapą Nr 1", podporucznik Mokrski użył odwrotnej strony, nie zabranej przez Estończyków, mapy nr 3 (Jastarnia), wydanej przez Biuro Hydrograficzne Marynarki Wojennej. Na arkusz tym, o formacie 90 x 50 cm, wykreślił siatkę mapy od długości 25E do długości 6E i od szerokości 60N do szerokości 54N. W ten sposób mapa objęła cały akwen Bałtyku, o którym "Orzeł" miał działać i które miał przejść w drodze do Anglii. Następnie ze wspomnianego spisu latarń naniósł na mapę te latarnie i pławy, które znajdowały się na trasie zamierzonego rejsu. W prawym górnym narożniku mapy, ponad siatką Merkatora, podporucznik Mokrski umieścił uwagę: Proszę lekko pisać na mapie. Natomiast w prawej dolnej części arkusza autor mapy umieścił jej legendę w brzmieniu następującym : "Mapa Nr 1. Bałtyk i cieśniny duńskie. Opracowana przez Polską Marynarkę Wojenną. Podziałka 1:1500 tys. Głębokości podane w metrach i domysłach. 1939r. Dalsze zapisy na tej mapie zaczęło nanosić samo życie. "Kamiennemu Kresowi Północnych Szlaków" do towarzystwa przybyła "Zatoka Dwóch Estończyków", Mokrski przechrzcił Zatokę Katthammar.
Pewnego dnia na wschód od wyspy Oland "Orzeł" zauważył przez peryskop uzbrojony statek niemiecki , płynący w kierunku Libawy. Dowódca manewrował na pozycję, z której miał strzelić torpedy, gdy nagle "Orzeł" osiadł na mieliźnie. Próbował więc przeskoczyć przez ławicę zwiększając obroty maszyn. Rezultatem tego zabiegu było dalsze wpychanie się w piasek, aż w końcu górna krawędź wieży wyłoniła się ponad powierzchnię morza. Niezrażony tym kapitan Grudziński kazał podnieść sygnał flagowy nakazująąący statkowi niemieckiemu zatrzymanie się. Nieprzyjaciel wykonał rozkaz, ale jednocześnie radiostacja "Orła" przechwyciła nadawane szyfrem depesze. Gdy "Orzeł" wciąż szamotał się na mielinie, od południa na niebie ukazał się czarny punkt. Niemiecki wodnosamolot nalatywał wprost na okręt, który w ostatniej chwili zsunął się z ławicy. Wprawdzie atak niemiecki nie udał się i bomby wybuchły w mieliźnie piasku, lecz w tym czasie niemiecki statek umknął. To miejsce oznaczono na mapie w bezpretensjonalny sposób: "Ławica Strachu".
W dalszej drodze "Orła" na południe przybywały na mapie nowe nazwy. I tak duża mielizna zwana Ławicą środkową wpisana została jako "Droga Krzyżowa", a jej południowy kraniec otrzymał nazwę "Rozgwiazdy". Z kolei "Orzeł" przez kilka dni operował w rejonie między Gotlandią, a wyspą Bornholm, na próżno wypatrując nieprzyjaciela. Sprawność załogi "Orła" pozostawiała dużo do życzenia, ludzie byli przemęczeni, niektórzy chorowali, wszystkim dawał się już dotkliwie we znaki brak słodkiej wody. Ogólny stan okrętu również był kiepski. Ster kierunkowy działał wadliwie, zmniejszyła się także prędkość okrętu, co - jak się później okazało- powodowane było wyszczerbieniem piór śruby. Wpakowanie się w falochron w Tallinie i kilkakrotne wejście na mielizny nie pozostało również bez następstw. Na dobitkę zapas ropy poczynał się niepokojąco zmniejszać. W tej sytuacji kapitan Grudziński musiał podjąć ostateczną decyzję przejścia z Bałtyku przez Kattegat celem dotarcia do Anglii. Kalendarz wskazywał dzień 7 października 1939 roku. Na podstawie dyrektyw otrzymanych jeszcze przed internowaniem w Tallinie, okręt skierował się w stronę cieśniny Sund, wybranej przez kapitana Grudzińskiego jako przejście do Anglii. Na głównej mapie Bałtyku szlak ten został upamiętniony trzema nowymi nazwami: "Szlak Mariana", "Przesmyk Niedźwiedzi" i "Przylądek Dobrej Nadziei". W pierwszej nazwie, nadanej na oznaczenie Sundu, autor mapy upamiętnił swe imię, drugą oznaczył przejście koło wyspy Ven, wreszcie trzecie określenie - dla przylądka Kullen - było triumfalnym obwieszczeniem udanego sforsowania cieśniny i wyjścia poza Bałtyk.
PRZEJśCIE PRZEZ SUND.
Ostatni dzień przed rozpoczęciem przejścia okręt przeleżał na dnie w rejonie na zachód od Bornholmu, u południowo - wschodnich wybrzeży Skanii. Dnia 7 października "Orzeł" po godzinie 21.00 minął Ystad, idąc wciąż w kierunku zachodnim. O godzinie 23.17 nawigator dokonał namiaru na latarnię Smyge Huk, a krótko potem rozpoczęto sondowanie głębokości. Następny namiar dokonany został na wysokości Tralleborga następnego dnia o godzinie 9.35 rano, przy czym zapis logu wykazywał przejście 22,5 mili od poprzedniej pozycji na SSE od Smyge Huk, co oznacza, że "Orzeł" większość nocy spędził bezruchu, zapewne na dnie, gdyż podane w tym sektorze głębokości były rzędu 30 metrów. Dnia następnego to jest 8 października, o godzinie 9.35 okręt wynurzył się dla naładowania akumulatorów i odświeżenia powietrza, gdyż cały dzień spędzić miał znów pod wodą. Ta kolejna kryjówka znajdowała się na południowy zachód od Tralleborga, gdzie okręt leżał na piaszczystym dnie na głębokości 28 - 30 metrów. Z nastaniem zmierzchu "Orzeł" wynurzył się i ruszył. Była to godzina 19.45. Kolejne namiary dokonywane w czasie tego marszu robiono o godzinie 20.45 - na południowy zachód od Falesterbo, o 21.00 na zachód od Falesterbo, już po obejściu przylądka, o 21.40 zrobiono namiar na latarnię Skanor, o 21.53 - na latarnię Bredgrund. Kolejny namiar, którego zapis na "mapie przejścia", wykonanej dodatkowo przez podporucznika Mokrskiego, jest nieczytelny, wykonany został na latarnię Drogden. O godzinie 22.20 okręt był na wysokości latarni Dragor Fort, a o 22.43dokonano namiaru na latarnię Norde Rose. Zapis logu wskazywał przejście 20,7 mili od chwili wynurzenia. Pomiędzy tym wpisem, a wpisem z godziny 20.30 dnia 9 października znajduje się luka w zapisach. Według nich dalszy marsz został podjęty wieczorem 9 października o 20.30. Zapis został dokonany na północny wschód od Ven. Pół godziny później okręt był pod Halsingborgiem, następna zaś pozycja została zaznaczona o godzinie 22.00 po minięciu latarniowca "Lappegrund", przed latarniowcem "Swinbaden". W przeciągu półtorej godziny "Orzeł" przeszedł więc 10,7 mili w najwęższym miejscu Sundu.
światła Kronborga, "Lappegrund" i "Swinbaden" pozostały z tyłu. "Orzeł" zbliżał się do przylądka Kullen. Sund się skończył, okręt wychodził na wody Kattegatu.
Po przybyciu na wody Kattegatu dowódca postanowił przeprowadzić patrol pomiędzy przylądkiem Kullen a wyspą Anholt. "Orzeł" pozostał więc w tym rejonie przez całą dobę 10 października, jednakże szczęście nie dopisało. Rano 11 października "Orzeł" dotarł do przylądka Skagen i wszedł na wody Skagerraku. Tutaj kapitan Grudziński przez około dobę prowadził patrol na tych wodach w poszukiwaniu celu dla uratowanych z Tallina torped. Kłopot sprawiała radiostacja okrętowa. Podczas wstrząsów okrętu przy przechodzeniu Sundu, uległa ona uszkodzeniu i zamilkła. Dlatego tez nie można było na razie nawiązać łączności z aliantami i zawiadomić ich, że polski okręt podwodny uszedł z Bałtyku. W czasie tego 24 godzinnego patrolu po Skagerraku warunki były bardzo trudne: morze było wzburzone, wiał silny wicher i panowało dokuczliwe zimno.
Przed południem 12 października kapitan Grudziński dał rozkaz skierowawnia się na zachód kursem 253. "Orzeł" wyruszył w ostani etap swego rejsu, rozpoczął marsz przez Morze Północne do Anglii. Sztorm nie ustawał i w dniu następnym. Niemożność skontaktowania się radiowego z Anglią oraz nieznajomość rozmieszczenia angielskich pół minowych, a także groźba zaatakowania "Orła" przez będące na patrolu sojusznicze okręty i lotnictwo sprawiły, że napięcie nerwowe załogi doszło do zenitu. Wbrew objawom jednak okręt przemierzył całe Morze Północne od Skagerraku do wybrzeży Szkocji bez żadnych incydentów.
Wreszcie radiotelegrafiście udało się naprawić radio i o świcie 14 października, podchodząc do szkockiego wybrzeża na wysokości Firth of Forth, "Orzeł" zaczął nadawać - opracowane w języku angielskim przez porucznika Piaseckiego - zawiadomienie o swej obecności. Z braku szyfru radiogram został nadany otwartym tekstem. Treść w tłumaczeniu na polski była następująca: "Przypuszczalna pozycja 0630 na wyznaczonym miejscu dla Polskiej Marynarki Wojennej. Proszę o pozwolenie wejścia i o pilota, ale nie mam map. Orzeł.". Jedna z angielskich nadbrzeżnych stacji radiowych odebrała ten sygnał i przekazała odpowiedniej jednostce Royal Navy. Wyznaczony na spotkanie z "Orłem" niszczyciel brytyjski "Valorous" dość długo szukał polskiego okrętu, zanim odnalazł go o godzinie 11.00 przed południem w odległości 30 mil na wschód od Isle of May. Wymieniono kilka sygnałów. Gdy dowódca niszczyciela przekonał się, że ma do czynienia rzeczywiście z "Orłem", zawiadomił Polaków, iż zaprowadzi ich do najbliższej bazy wojennej, Rosyth. Następnie oba okręty ruszyły na zachód: "Valorous prowadził, "Orzeł" szedł za nim. Czterdzieści cztery dni trwająca odyseja dobiegła końca.
|