Strona główna
Składki i zamówienie
Budowa w Holandii
Służba II RP
Epizod Talliński
Przejście przez Sund
Służba w Royal Navy
Tajemniczy koniec
Kalendarium
Załoga
Dane techniczne
Galeria
O "Orle"
Nowe "Orły"
Księga gości
Linki





Webmaster:
Tomasz Grzanka
2001



Pierwszy rejs "Orła" pod polską banderą był bardzo trudny, gdyż na morzu Północnym szalał sztorm. Ale pomimo to okręt tę sporą odległość dzielącą Vlissingen od polskiego wybrzeża przebył w przewidzianym terminie i 7 lutego przybył na Oksywie, aby w dniu 10 lutego - będącym dniem dorocznego święta Marynarki Wojennej - zjawić się w Gdyni i wziąć udział w uroczystościach, których punktem kulminacyjnym miało być właśnie zaprezentowanie społeczeństwu obiektu, który przezeń został ufundowany.

Pół roku, które od przybycia "Orła" na polskie wody do wyduchu wojny, spędziłą załoga okrętu bardzo pracowicie.

"Orzeł" wszedł w skład dywizjonu okrętów podwodnych jako najnowsza i najsilniejsza jednostka dyonu; jednak nie był to jeszcze pełnosprawny okręt, gdyż załoga jego została dopiero co skompletowana i siłą rzeczy musiało upłynąć jeszcze sporo czasu , aby przy intensywnym szkoleniu i ćwiczeniach uzyskać niezbędną praktykę, osiągnąć wymaganą sprawność i pełną gotowość bojową.

ORP "Orzeł" szykował się do wielkiej próby. Dużą część tego okresu nadciągającej zawieruchy wojennej okręt spędził na morzu, w stałym pogotowiu, na rejsach patrolowych prowadzących pod Piławę, na obserwacji transportów, jakie na frachtowcach niemieckich i statkach, należących do tzw. Seedienst - Ostpreussen, płynęły z Rzeszy do portów Prus Wschodnich.

Zdarzały się w czasie tej służby wypadki nie przewidziane, takie na przykład jak pojawienie się niemieckich ścigaczy lub innych okrętów nawodnych, które dokonywały obserwacji polskiego okrętu podwodnego, niekiedy nawet prowokując dojście do incydentu. To samo dotyczyło niemieckich samolotów, które ukazywały się znienacka nad "Orłem" i - jakby przeprowadzając ćwiczenia do przyszłych akcji wojennych - pikowały nad nim, co także mogło spowodować nieobliczalne następstwa.

W toku tych licznych rejsów załoga "Orła" nabrała niezbędnego doświadczenia i praktyki morskiej, zżyła się i zgrała ze sobą tak, że u schyłku lata 1939 roku stanowiła wraz z okrętem wyborny, harmonijnie działający instrument bojowy.

Były to już ostatnie dni sierpnia. Na "Orle" przeprowadzono kontrolę działania wszystkich maszyn, urządzeń i instrumentów i pobrano dodatkowe torpedy. W dniu 24 sierpnia po zarządzeniu mobilizacji w dyonie okrętów podwodnych wmontowano detonatory do wszystkich torped, uzupełniono jeszcze wszelkie inne zapasy i części zamienne, przyjęto znaki tożsamości, sanitarne pakunki osobiste oraz walutę zagraniczną do kasy okrętowej. We wszystkich działach wszystko musiało być "zapięte na ostatni guzik".

I tak nadszedł dzień 1 września 1939 roku. Dzień wybuchu wojny.

"Sęp", "Żbik" i "Ryś" - zgodnie z przewidzianymi dla polskich okrętów podwodnych sektorami działania na wypadek wybuchu wojny - bazowały pod koniec sierpnia1939 roku w porcie wojennym na Helu, a "Wilk" i "Orzeł" - na Oksywiu.

o godzinie 5 rano dowódca dywizjonu okrętów podwodnych przekazał z Helu rozkaz dowódców floty, nakazujący wyjście okrętów do swych sektorów, "Orzeł" - w przeciwieństwie do "Wilka" nie był gotowy do wyjścia, zamiast w basenie portu, ostatnią noc spędził przy północnym molo od strony zewnętrznej. Załoga natomiast nie była skompletowana, gdyż komandor Kłoczkowski zezwolił wszystkim podoficerom mieszkającym na Oksywiu, spędzić tę noc w domu. Sam również spędził noc na lądzie i w rezultacie, gdy około 6 rano trzy niemieckie samoloty dokonywały nalotu na port gdyński, okręt jeszcze stał przy molo.

Z dwu będących na Oksywiu okrętów podwodnych "Wilk" odcumował zaraz po nalocie, "Orzeł" natomiast poszedł w ślad za nim z pewnym opóźnieniem, około godziny siódmej rano. Będąąc już na wodach zatoki okręt odebrał dwa sygnały od dowódcy dywizjonu. Pierwszy z nich ostrzegał o możliwości niemieckich ataków lotniczych i nakazywał zachowanie jak najdalej idącej ostrożności, drugi zaś przynosił rozkaz otwarcia koperty, zawierającej wytyczne do realizacji planu wojennego oznaczonego kryptonimem "Worek" (przewidywał gwiaździste skupienie pięciu naszych okrętów podwodnych wokół Półwyspu Helskiego).

Zgodnie z wytycznymi planu "Worek", "Orzeł" miał wyznaczony wewnętrzny sektor Zatoki Gdańskiej na linii: latarnia w Jastarni - ujście Wisły.

Pierwszy dzień wojny minął na "Orle" spokojnie i właściwie bez żadnych szczególnych wydarzeń. Okręt spędził cały dzień na dość znacznej głębokości na dnie, raz po raz podchodząc na peryskopową. Komandor Kłoczkowski pilnie wtedy obserwował powierzchnię morza, sąsiednie wybrzeża i niebo. Sytuacja niestety nie była dobra, po niebie grasowały bezkarnie nieprzyjacielskie samoloty, dokonując około godziny pierwszej po południu silnego nalotu na Oksywie, a pod wieczór na zgromadzoną w zatoce całą polską flotę z "Gryfem" i "Wichrem" na czele. Ponadto nad zatoką latały samoloty rozpoznawcze, dlatego też dowódca "Orła" mógł ryzykować tylko bardzo krótkie obserwacje.

Wieczorem rediotelegrafista "Orła", bosman Kotecki, odebrał dwa sygnały. Dowódca dyonu podawał terminy , w jakich nadawane będą komunikaty dla okrętów podwodnych, okręt podwodny "Wilk" donosił zaś o zauważonych na horyzoncie niszczycielach niemieckich typu "Leberecht Maass".

Kiedy się ściemniło, "Orzeł" wyszedł na powierzchnię ładować akumulatory.

Po spokojnej nocy, o godzinie 4.05 rano "Orzeł" zanurzył się i rozpoczął patrolowanie w swoim sektorze. Ranek i przedpołudnie minęły bez żadnych wydarzeń. Niemieckie samoloty pojawiały się wprawdzie kilkakrotnie nad wodami zatoki: o 5.30 rano próbowały zaatakować krążące wokół Jastarni kanonierki, a później dokonały - nieskutecznego zresztą - nalotu na port, jednakże zanurzony "Orzeł" miał w tym czasie spokój.

Sytuacja zmieniła się nieco w południe, gdy nastąpił silny nalot, którego ofiarą padły oba zmilitaryzowane - ale nie mające jeszcze żadnego uzbrojenia - statki "Gdynia" i "Gdańsk". "Orzeł" prowadził wtedy ostrożną obserwację przez peryskop i zbombardowanie "Gdyni" zostało prze dowódcę zauważone. Prawdopodobnie jednak i Niemcy dostrzegli "Orła", gdyż krótko po zatopieniu "Gdyni" i "Gdańska", kilka bomb padło w pobliżu już zanurzonego okrętu podwodnego.

Kiedy samoloty odleciały i przez około półtorej godziny w zatoce panował spokój, komandor Kłoczkowski dał o godzinie 13.35 rozkaz półwynurzenia okrętu w celu dokonania wentylacji, gdyż "Orzeł" przebywał pod wodą prawie 10 godzin, a trzeba było się liczyć z koniecznością spędzenia dalszych 6 godzi - aż do zmroku - pod wodą.

W ciągu tego dnia, 2 września polskie dowództwo zamierzało wykorzystać "Orła" do akcji przeciwko pancernikowi "Schleswig - Holstein". Sygnał z dowództwa nie został jednak na "Orle" odebrany; nie miało to jednak żadnego znaczenia, gdyż okazja do ataku i tak się nie nadarzyła, "Schleswig - Holstein" bowiem nie opuścił kanału portowego.

Około godziny 18.00 słyszano na "Orle" głuche detonacje i silny ogień dział przeciwlotniczych - to trwał nalot bombowców na Hel. Wreszcie nadszedł wieczór i o godzinie 19.50 było już na tyle ciemno, że "Orzeł" mógł się całkowicie wynurzyć i rozpocząć ładowanie akumulatorów. W głębi zatoki panował dość ożywiony ruch mniejszych polskich jednostek, głównie z grupy zmobilizowanych pomocniczych kutrów trałowych, osamotnionych i "bezdomnych" po stracie obu naszych okrętów baz, "Gdyni" i "Gdańska". Wtedy też nastąpiło spotkanie "Orła" z jednym z krążących po zatoce "drobnoustrojów", a mianowicie z motorówką "M.G.", od której uzyskano garść informacji o wydarzeniach dotychczasowych dwóch nalotów pierwszego dnia wojny: południowego nalotu na port gdyński, podczas którego zostały zniszczone trzy jednostki ("Mazur", "Nurek", o holownik "Wanda") oraz południowej walki niemieckiego lotnictwa z naszą flotą na wodach zatoki.

Było bardzo jasno i z obawy przed nalotem "Orzeł" kilkakrotnie się zanurzał, ale noc minęła spokojnie. Podobnie jak poprzedniego dnia komandor Kłoczkowski był bardzo ostrożny i nakazał zanurzenie bardzo wcześnie, za pięć minut czwarta. Tym razem "Orzeł" przebywał w zanurzeniu prawie 16 godzin podchodząc tylko kilka razy na głębokość peryskopową. Przez cały ten dzień okręt nie widział nieprzyjacielskich jednostek .

Tego dnia po południu dwa nasze największe okręty nawodne : "Wicher" i "Gryf" zostały zbombardowane i zniszczone przez samoloty niemieckie. Kiedy "Orzeł" wynurzył się o godzinie 19.40, było już po wszystkim.

O godzinie 21.15 rozpoznano dwa niemieckie ścigacze, które jednak nie podeszły bliżej . Natomiast o 22.00 rozpoznano sylwetkę "sąsiada" - "Wilka" - i oba okręty zbliżyły się do siebie burta do burty i nawiązano łączność głosową. Następnego dnia, było to o4 września, "Orzeł" zanurzył się o godzinie3.50 rano nad ranem i obrał kurs 140 stopni. Kiedy okręt był na wysokości Helu dowódca o godzinie 8.00 podjął decyzję opuszczenia zatoki, gdzie - jak sądził - "Orzeł" był narażony na ataki lotnicze i postanowił przejść na północ.

O godzinie 15.05 podchodząc na głębokość peryskopową zauważono nieprzyjacielski samolot, wobec czego "Orzeł" natychmiast poszedł głęboko pod wodę i starał się odejść od miejsca, w którym mógł sam zostać zauważony. W dziesięć minut później usłyszano na okręcie - zanurzonym wtedy na 40 metrów - kilka wybuchów. "Orzeł" po wykonaniu manewru w celu oddalenia się od miejsca, z którego dochodziły wybuchy. Opuścił się jeszcze głębiej, na 70 metrów. Prześladowcy musieli jednak starannie pilnować tego sektora, gdyż okręt, próbujący o godzinie 16.00 wyjść na głębokość peryskopową, został obrzucony bombami. Z dziesięciu - zrzuconych pomiędzy godziną 16.00 a 16.20 - bomb druga spadła niebezpiecznie blisko lewej burty "Orła" i bardzo silnie wstrząsnęła kadłubem, tak, że ludzie ledwie utrzymali równowagę. Na chwilę zgasły światła, a przeztłumik jednego z diesli poczęła się wdzierać woda. Sytuacja była krytyczna, tym bardziej że Niemcy z dużą celnością rzucali dalsze bomby w pobliżu ukrytego okrętu. "Orzeł" jednak szczęśliwie zszedł na znaczną głębokość i detonujące bomby nie wyrządziły mu dalszych szkód. Komandor Kłoczkowski do późnej nocy ze względu na niebezpieczeństwo nie próbował zmienić pozycji okrętu. Zgodnie ze swąą wcześniejszą decyzją, o godzinie 22.00 dowódca "Orła" dał rozkaz ruszenia kursem na północ. Wynurzenie nastąpiło przed północą. Oprócz pewnych uszkodzeń wyposażenia i urządzeń, wywołanych ogromną siłą wstrząsu od bliskiej detonacji, stwierdzono również nieszczelność balastów. Po wynurzeniu się po północy odebrany nadany otwartym tekstem sygnał "Rysia" - "Jestem osaczony. Na pomoc!" Po chwili odebrano ponownie cały sygnał z wezwaniem pomocy. Ale udzielenie pomocy - przeciwko tropiącym "Rysia" nie leżało w mocy "Orła". Zresztą okręt zmienił sektor w poszukiwaniu szlaku uczęszczanego przez niemieckie statki handlowe, a ponadto dowódca uważał, że nie należy włazić w paszczę nieprzyjacielskich okrętów wojennych.

W rezultacie obrzucenia licznymi bombami głębinowymi, z których jedna padła bardzo blisko zanurzonego okrętu, zmuszając go do kilkugodzinnego pozostania w głębokim zanurzeniu, ucierpiało morale całej załogi, przede wszystkim zaś samego dowódcy, który atak ten odczuł może nawet najdotkliwiej. W rezultacie zaistniała paradoksalna sytuacja: "pierwszy po bogu" na okręcie, który winien świecić przykładem i dodawać jej otuchy w ciężkich chwilach, podupadł na duchu i zaczął przechodzić ciężki kryzys psychiczny, pogłębiający się w miarę upływu czasu.

W dniu 5 września o świcie "Orzeł" zanurzył się. O godzinie 6.30 w pobliżu padły bomby, prawdopodobnie rzucone przez samoloty i przeznaczone być może dla sąsiadującego z "Orłem" nadal "Wilka". Ponownie wybuchy słyszano o godzinie 9.00. Kiedy jednak "Orzeł" podszedł bliżej na głębokość peryskopową, nic nie zauważono. O godzinie 19.30 okręt wynurzył się i rozpoczął ładowanie baterii, po czym dokonano namiaru przy latarni Ostergarn u brzegów Gotlandii, idąc na Nord. Tego wieczora został na Helu nadany radiogram dla wszystkich okrętów podwodnych w sprawie zmiany sektorów. Jak się okazało, "Orzeł", który rano 5 września przybył w rejon Gotlandii (na południe od wyspy), nie tylko uprzedził decyzję dowódcy floty, ale poszedł znacznie dalej na północ od wyznaczonego sobie sektora. Dni szósty i siódmy września przeszły bez żadnych godnych wzmianki wydarzeń. Okręt przez cały czas przebywał w rejonie nie nawiedzanym ani przez okręty, ani przez lotnictwo. Nieprzyjacielskich statków również nie zauważono. Noc podczas której dokonano ładowania baterii, minęła także spokojnie, nad ranem natomiast 8 września całą załogę zelektryzowała wiadomość, że nawiązano łączność radiową z "Sępem", który też znajdował się w pobliżu Gotlandii. "Orzeł" nadał wtedy sygnał: - "Idę na Nord.", a "Sęp" odszedł spod Gotlandii ku wybrzeżom wyspy Olandii.

Komandor Kłoczkowski niedomagał już od kilku dni, a od 8 września nie przyjmował żadnych pokarmów poza herbatą. Chorowało również kilku członków załogi, jednakże ich dolegliwości były innego rodzaju. Nie dość, że zaczęli chorować ludzie, ale stan okrętu po silnych bombardowaniach z 4 września również pozostawiał sporo do życzenia. Na dodatek nastąpiła awaria, której załoga bez pomocy z zewnątrz nie była w stanie naprawić własnymi siłami, mianowicie pęknięcie cylindra sprężarki o napędzie elektrycznym. Próbowano po każdym załadowaniu powietrza lutować pęknięte miejsca cyną, ale była to doraźna, nietrwała naprawa. Brak aparatu tlenowego uniemożliwiał właściwe zespojenie pęknięcia. W dniu 10 września nadano z okrętu meldunek o chorobie dowódcy. W efekcie dalszej wymiany rozkazów i meldunków, komandor Kłoczkowski dostał do wyboru, albo wysadzić dowódcę w porcie neutralnym i dalej działać pod dowództwem zastępcy dowódcy, albo ostrożnie przyjść w nocy na Hel celem zmiany dowódcy. Komandor zastanawiał się i rozważał te możliwości przez dwa dni. W tym czasie stan jego zdrowia jeszcze się pogorszył. Zdecydował się wyokrętować. Postanowił jednak iść na północ i zawinąć do stosunkowo odległego Tallina. W dniu 12 września napotkano zbiornikowiec "Bremen", jednakże był on zdaniem dowódcy rozładowany i dlatego go nie atakowano, ani nie zatrzymano. Tego dnia decyzja dowódcy została zakomunikowana Dowództwu Floty odpowiednim sygnałem. Tymczasem "Orzeł" szedł kursem północno - wschodnim, opłynął Wyspy Moonsundzkie i wszedł na wody wschodniej odnogi Bałtyku, do Zatoki Fińskiej. Rejs ten trwał ponad dobę i w ciągu tego czasu nie wydarzyło się nic szczególnego. Była godzina 21.30 wieczorem 14 września, gdy "Orzeł" po niezauważonym przejśściu koło wyspy Naissaar, leżącej na północny zachód od stolicy Estonii u wylotu Zatoki Tallińskiej, wpłynął koło półwyspu Paljassaar na redę Tallina. Pierwszy etap działalności wojennej "Orła" w kampanii polsko - niemieckiej dobiegł końca.